wtorek, 3 maja 2016

Dzień za dniem, dzień po dniu, czyli krótkie podsumowanie - Marzec & Kwiecień.


Życie jak to życie, płata nam często file. Nie wszystko zawsze idzie tak, jakbyśmy tego chcieli. Po dość burzliwym w wydarzenia Lutym, przyszedł czas na Marzec. Nie chybnym krokiem zbliżał się czas szczepień Alexa, a on jak to on, z szczepionkami mu nie po drodze. Poszliśmy w owym sądnym dniu do weterynarza, dostał dwie szczepionki (wścieklizna i choroby zakaźne), nie omieszkał sobie ich odchorować. Gorączka go dopadła i ogólne osłabienie, jednak dzień później był jak nowy.

Niestety typowe sporty jak bieganie na nogach, przy rowerze to nie dla nas, ani ja ani on padlibyśmy po kilku metrach. Jednak zwiększyliśmy czas spacerów oraz dystanse, chodziliśmy w różnych kierunkach, o różnych porach dnia. Przez co Alex nie mógł się przyzwyczaić do jednej trasy, tylko krążył trochę tu, trochę tam. Tym sposobem pewnego pięknego dnia, gdy stanął na wadzę, mało nie umarłam ze zdziwienia, schudł prawie pół kilo. Długie spacery i lekka dieta, przyniosły dobry efekt.

Kwiecień znowu był nieco burzliwy, wiele się działo zarówno pozytywnych rzeczy, jak i negatywnych. Mieliśmy na celu, kontynuować te długie chodzenie na spacery, ale również zacząć przełamywać lęk psa do drogi (ulicy), samochodów, obcych ludzi oraz dużych psów.

Udało nawet się nam zniwelować nieco strach wobec dużych psów. Nie chciał ostatnio zjeść dobermana, całkiem dobrze witał się z beaglem (oba psy należą do weterynarza do którego chodzimy). Odwracanie uwagi, mówienie do niego oraz nagradzanie przyniosło małe, ale jednak jakieś efekty. Z ludźmi bywało różnie, do naszych sąsiadów przyjechał syn z narzeczoną/żoną, która jest z Indonezji. Bardzo fajna i wesoła kobieta, Alex ich uwielbia <3 Choć kiedy ich długo nie widzi (na co dzień mieszkają w Anglii), bywa na początku nie ufny. Potem jakoś leci z górki, ostatnio również próbowałam go przekonywać do moich znajomych, z którymi nie koniecznie lubił obcować. Jednak mój spokój ducha, wsparcie i małe kroczki, pozwalają na coraz lepsze, kontakty z innymi ludźmi. Co tam jeszcze mogę rzec ciekawego? No tak, Alex ma nowego przyjaciela - pana kota, boże są oboje za sobą tacy głupi, że to się nie da. Kot gdy nas słyszy, to podobno drzwi chce roznieść, a gdy się spotkają, zabawy nie mają końca.

Z takich mało optymistycznych wydarzeń, można z pewnością zaliczyć przygodę z uchem. Zauważyłam, że często trzepał głową i swędziało go mocno jedno ucho. Nie wiele myśląc, udałam się z nim do weta. Miał zapalenie lewego, a prawe w dobrym stanie, dostał lekki, które jednak średnio mu pomogły. Kolejna wizyta u weta, była jeszcze mniej optymistyczna. W lewym uchu pojawił się grzyb ! Kolejne leki, na szczęście dzielnie znosił pielęgnację ucha i grzyb szybko znikł.

Może jest coś co chcecie poczytać? Nasze sztuczki, ogólny zarys problemów Alexa, życie z yorkiem? Może sami, macie jakieś pomysły, jesteśmy otwarci na propozycję.

2 komentarze:

  1. Oby Alex już nie odwiedzał tak często weta!

    Pozdrawiamy, J&T!
    http://littlewhitecompanion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurczę, Kaprys też ostatnio coś się drapie za uchem, muszę udać się do weta, aż się strachu najadłam...

    OdpowiedzUsuń