piątek, 11 marca 2016

Chrp chrup chrup, mniam mniam mniam :D Czyli to co znajduje się w nazym domu i potocznie nazywane smakołykami.



Poniekąd podjęliśmy wyzwanie Syriusza, znanego także jako "Nie taki york straszny".  Właścicielka S. pyta czego używamy do szkolenia, co znajduje się w naszych zapasach.Ciekawe ile podobnych, lub nawet tych samych rzeczy, używamy szkoląc nasze psy.


Smakołyki raczej domowe:

Ciastka w kształcie poduszek, z nadzieniem dość ciekawym w środku. Ze względu na swoją wielkość zwykle dzielone na pół przed podaniem psu. Jedyną ich wadą jest to, że mocno się kruszą, tak są dość chyba smaczne bo Alex wcina aż uszy mu się trzęsą.
Pod względem składu podobne do poduszek, jedynie wyglądem się różnią i smakiem nadzienia. Jednak nie powiem wam dokładnie co mają w środku, bo nie próbowałam. Równie smaczne (ocena po psie) oraz kruchliwe co te na górze.
To coś co niestety nie jest lubiane przez Alexa, choć w dzieciństwie jadał z tego samego dość twardego tworzywa kości. Mimo nawet dzielenia na drobne części, Alex nie przepada za nimi. Pomiętoli to, pomamla, ale w ostateczności porzuci, jednym słowem temu mówimy nie.
Tak tak, tu jest ten patyczek z powyżej, ale również dobre suszone mięsko. Kiedyś w ogóle nie chciał tego tknąć, teraz sprawa ma się nieco inaczej, chętnie to zjada, nawet czasem i patyk mu się uda.

Smakołyki typowo szkoleniowe:
Smakołyki w kształcie różnych, przeróżnych zwierzątek: żółwi, kacze, kur i takie tam. Bardzo fajnie da się je dzielić na mniejsze kawałki, Alex pożera je aż mu się uszy trzęsą.
Kolejne kostki, kosteczki w wersji tym razem mini. Równie dobrze sprawdzają się w szkoleniu, jak i typowa przekąska. Podawane są w całości, gdyż trudno je podzielić, są w różnym kolorze jak i smaku, niestety szczegółów nie znam.
Mięsne serduszka, przynajmniej tak są nazywane choć nie zawsze przypominają serce. Również z reguły podajemy w całości Alexowi. Bardzo je lubi, doskonale spisują się jako nagroda za wykonane zadanie, choć używane raczej sporadycznie (do tego).
Kostki typu średniego, nie za duże nie za małe, takie w sam raz. Można je podzielić na mniejsze kawałki, ale podobnie jak większa wersja dość mocno się kruszą. Pies się nimi dobrze zajada, więc chyba w smaku są nie najgorsze.

Wszystkie powyższe smakołyki kupowane na sztuki za kilkanaście groszy w naszej przychodni weterynaryjnej.

I przedostatnia wersja kostek, najprawdopodobniej składowo nie szaleją, ale pies i nimi się zajada, że daktyle to mu się trzęsą. Podobnie jak większość łatwo się łamią i kruszą, ale mogą być w końcu czego nie robi się dla psa? Kupione w pudełku, w sklepach Rossmann.
I to co Alex kocha najbardziej, smakołyki Bosha, mieliśmy o smaku banana (po prawej) teraz mamy jabłko (po lewej). Pies od początku w nich zakochany mogłabym powiedzieć na zabój, małe kawałki w kształcie kosteczek. Pachną dość apetycznie (nie nie próbowałam !), kupione w sklepie zoologicznym.

Nie długo o nich więcej będzie można przeczytać w recenzji.





2 komentarze:

  1. Od razu przykuły moją uwagę Bosche. Uwielbiamy je! Może i skład nie jest najlepszy, ale smaczki są małe, nie brudzą rąk i nie kruszą się. Zawsze używam ich podczas sesji czy nauki sztuczek, bo to świetna mała nagroda dla psiaka :)
    Pozdrawiam, ściskam i zapraszam na http://czarnekudelki.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie miałam okazji kupić mojemu Bosche,ale cały czas się na nie czaje,ale pozostałe dobrze znamy,nie koniecznie smakują wszystkie Ironkowi :p Najbardziej lubi te patyczki z mięskiem :)
    Pozdrawiam i zapraszam na ironniesamowitypies.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń